1. Jakie Pana zdaniem będą skutki pandemii dla światowej gospodarki? 

Wirus COVID-19 zaskoczył praktycznie cały świat swoim zasięgiem. Początkowo trochę zbagatelizowany z racji występowania gdzieś tam w dalekiej Azji rozprzestrzenił się błyskawicznie. Skutki jego oddziaływania dla gospodarki światowej będą kolosalne. W Stanach Zjednoczonych mówi się o spadku PKB w drugim kwartale nawet o ponad 20% (są prognozy, które nawet ten dwudziestoprocentowy spadek nazywają optymistycznym).
 
2. Jakie gałęzie gospodarki najbardziej ucierpią z powodu pandemii?  

Gdy cały świat zamiera, warto zastanowić się, jak to przełoży się na naszą pracę i prowadzone biznesy. Od razu trzeba zaznaczyć, że nie możemy patrzeć na prognozy w takich państwach jak Stany Zjednoczone czy Francja z tej prostej przyczyny, że struktura zatrudnienia w Polsce jest zupełnie inna. Dzisiejsze podręczniki do ekonomii (niedługo trzeba będzie je wszystkie wyrzucić do kosza) uczą, że w bogatych państwach większość ludzi pracuje w usługach, natomiast gospodarki przestarzałe wciąż stawiają na zatrudnienie w przemyśle i rolnictwie. No cóż, w Polsce w usługach pracuje 55% wszystkich zatrudnionych, w Stanach Zjednoczonych jest to 80%, w Francji 79%, a we Włoszech 75%. W wyniku obecnej pandemii najbardziej cierpią usługi, co do tego nie ma wątpliwości. Więc to co mogłoby się wydawać jest słabą stroną polskiej gospodarki, w tych ciężkich czasach działa na naszą korzyść. Jeśli więc można znaleźć choćby odrobinę dobrego słowa, to musimy to powiedzieć. Rolnictwo czy przemysł ucierpią jak wszyscy, ale to nie będzie takie cierpienie jak w przypadku usług. Tam są branże, które w ogóle są zamknięte od wielu tygodni. A przemysł generalnie może pracować, gorzej z popytem na jego produkty. Dlatego też branża elementów złącznych ucierpi i to ucierpi bardzo mocno, ale nie aż tak bardzo jak inne dziedziny gospodarowania w Polsce.
 
3. Przeprowadził Pan ankiety wśród przedstawicieli branży elementów złącznych. Jakie wyniki Pan otrzymał?
 
Moje szybkie ankiety wśród firm działających na rynku elementów złącznych potwierdzają spadki sprzedaży w kwietniu od 5 do nawet 60%. Ale nikt się nie zatrzymał i nie odnotował zera po stronie przychodów. Ważne jest, żeby przetrwać najbliższe dwa-trzy miesiące z nadzieją, że jednak życie wróci do normy, cokolwiek ta norma będzie oznaczać. W długim okresie się tak nie da przecież żyć. Można działania koronawirusa porównać do wojny. Tak jak w wojnie gospodarka przestawia się na produkcję obronną, tak i teraz widzimy wiele firm szyjących maseczki, dostarczających żywność do szpitali czy produkcję przyłbic.  
 
 4. Jakie zmiany czekają polskie firmy? Czy widzi pan szanse dla przedsiębiorców z Polski?
 
Trzeba już powoli robić plany co będzie po pandemii. Wbrew pozorom może się bardzo dużo zmienić, jeżeli chodzi o logistykę zaopatrzenia. Już można zaobserwować wzmożony ruch jeżeli chodzi o przenoszenie części produkcji do Europy. Dzieje się to znacznie szybciej, niż politycy zdążą nawet pomyśleć. Chiny nie są już od dawna krajem rozwijającym się, to nowoczesna gospodarka z coraz wyższym wynagrodzeniem i rosnącymi kosztami działalności (również środowiskowymi). Różnice w cenach produkcji pomiędzy Chinami a przykładową Polską czasem sprowadzają się do kilkunastu procent. Jeżeli uwzględnić czas, ryzyko dostawy może się okazać że dla wielu koncernów te kilkanaście procent nie będzie warte ponoszonego ryzyka. I to jest doskonała okazja dla polskich firm by wypełnić tą lukę. Jako kraj jesteśmy najlepiej w Europie przygotowani do tego by przejąć część zamówień na elementy złączne. W Polsce ciągle jest produkcja, rozwija się. Dlatego polscy przedsiębiorcy nie mogą myśleć defensywnie tylko o tym jak chronić swój biznes. To jest ważne i każdy musi, żeby stosować nomenklaturę piłkarską, przetrzymać atak na swoją bramkę. Ale już trzeba też myśleć o tym, co po obronie, jak wyprowadzić piłkę z własnego pola i ruszyć do ataku. Takie plany powinny już istnieć nie tylko w głowach przedsiębiorców, ale powinny już być opracowane i powoli wdrażane. Dlatego z jednej strony brońmy się, ale już planujmy atak. Te firmy, które cały czas będą myśleć o obronie – nie przetrwają, albo wyjdą z tej wojny mocno okaleczone. Szukajmy klientów, szukajmy odbiorców, dogadujmy tematy, twórzmy nowe produkty, nie dajmy się pokonać.